Press enter to begin your search

Sprzedaż #JuleczkowniaYarn – kwiecień i maj 2020

Za mną trzecia i czwarta sprzedaż #juleczkowniayarn i wiele się przez ten czas nauczyłam, wiele zrobiłam i popełniłam jak zwykle masę błędów! Były też oczywiście sukcesy, ale ostatecznie… mam po tym wszystkim ochotę na gigantyczne wakacje!

Sprzedaż #juleczkowniayarn kwiecień 2020

Gigantycznym sukcesem tej sprzedaży było podzielenie jej na 5 dni! Przygotowałam do sprzedaży o połowę włóczek mniej, a sprzedaż rozłożyłam na pojedyncze dni, żeby nie robić chaosu. Każdy mógł przyjść w ten dzień, w którym były włóczki jakie go interesowały i to było świetne rozwiązanie, które zaoszczędziło mi dużo nerwów.

Jakie włóczki ufarbowałam w kwietniowej sprzedaży możesz zobaczyć tutaj: Ręcznie barwione włóczki #JuleczkowniaYarn kwiecień 2020

Przed tą sprzedażą dokupiłam ciut większe kartony, które ostatecznie i tak okazały się być za małe na niektóre zamówienia! Tę sprzedaż wspominam nawet całkiem pozytywnie, prawdziwy cyrk zaczął się w maju…

Sprzedaż #juleczkowniayarn maj/czerwiec 2020

Ponieważ sto lat temu zamówiłam świetną i genialną wełnę w hurtowej ilości z zagranicy, to przez Covida, kwarantanny na granicach i działanie naszego kochanego Urzędu Celnego, nadal jej nie mam. Ale nie szkodzi, bo przecież szło lato i jakaś myśl podkusiła mnie – Julka, sprzedaj bawełnę! No i się zaczęło.

Podwójna robota

Bawełnę po farbowaniu zawsze piorę w pralce, żeby mieć pewność, że włóczka, którą otrzymujecie już nie zmieni koloru. W pralce jest wymiętolona we wszystkie strony, wyprana płynem, wypłukana, przepłukana i w ogóle zgwałcona w każdą stronę. No i też właśnie dokładnie taką ją z pralki wyjęłam. Poplątaną w każdym możliwym kierunku.

Każdy motek musiałam więc wysuszyć, przewinąć w kuleczkę, a następnie ponownie nawinąć na parasolkę, żeby pokazać włóczkę w formie precelka, bo tak lepiej widać kolory… Dwa dni od rana do wieczora mi to zajęło i miałam dużo czasu, żeby zrozumieć, że bawełnę wiąże się w co najmniej siedmiu miejscach, a nie tylko w trzech…

Za dobre serce? Nie nadaję się do biznesu.

Myślałam, ze rozłożenie sprzedaży na kilka dni znów będzie fajnym pomysłem – i po części było. Jednak bawełna jest dużo tańsza od wełny, więc niesie za sobą bardzo duże zainteresowanie. Mimo rozłożenia otrzymałam wiadomości, że szkoda „że znów” nie udało się czegoś kupić. I chociaż mam świadomość swoich mocy przerobowych i działam kolekcjami – to przykro mi się robi, że mój system sprzedaży nie jest w stanie wszystkich zadowolić.

Wpadałam więc na pomysł, że spróbuję powtórzyć włóczkę, która się cieszy największym zainteresowaniem. Padło na słynny Pryzmat – białą bawełnę z dwoma krótkimi odcinkami tęczy. Przyjęłam zamówienia, zamówiłam bawełnę i kiedy zaczęłam ją barwić, to dotarło do mnie, że… to najtrudniejszy wzór kolorystyczny do powtórzenia! Bo biel musi pozostać biała… Po wypraniu pierwszych 12 sztuk już wiedziałam, że to było totalne szaleństwo i że już do śmieci z tego Pryzmatu nie wyjdę…

Co dalej?

Jakoś tak myślę, że zrezygnuję z bawełny na jakiś czas, albo będę się z nią męczyć tylko w letnich miesiącach. Ciągle mam nadzieję, że wkrótce zobaczę moją wełnę merino, za którą tęsknię już tak długo. Planuję wielką wyprzedaż, żeby zrobić miejsce na nowe i solidnie zacząć pracę nad nowymi kolekcjami. Chciałabym też w końcu zacząć wprowadzać inne produkty do sklepu…

No Comments

Post a Comment