Press enter to begin your search
Co można zrobić z resztki włóczek?

Resztki włóczek? Zrobię z nich wszystko!

Już nie pamiętam dokładnie kiedy to było. Po prostu pewnego dnia przy setnym sprzątaniu pudeł z włóczkami pomyślałam: „Czy dałoby radę coś zrobić, żeby wykorzystać te resztki włóczek?” No i tak się zaczęło.

Poczucie winy i wstyd

Dokładnie tak. Przeglądałam te kartony sto razy i za każdym razem czułam nieprzyjemne uczucie w żołądku. Miałam pudełko z robótkami, które okazały się być totalną klapą. Projekty do których straciłam zapał i odkładałam ich dokończenie na wieczne nigdy. Miałam też karton z malutkimi kłębuszkami, kuleczkami – po prostu z resztkami włóczek po większych robótkach. I też nie miałam na nie pomysłu. Znaczy miałam ze sto, ale brakowało mi kopa do roboty – zawsze było coś bardziej pasjonującego do zrobienia. Na przykład zajęcie się tą nową włóczką świeżutko ze sklepu.

Zmiana myślenia o świecie

Wakacje 2019 to dla mnie był czas przemiany. W sumie najczęściej przeżywam głębszą wewnętrzną zmianę właśnie latem. Może dlatego, że kiedy jest gorąco, to nie mam ochoty nic robić i moja twórcza dusza umiera. Leży wysuszona w najciemniejszym i najdalszym zakątku mojego ciała, chroniąc się przed morderczym Słońcem. Wtedy zabieram się za myślenie o wszystkim innym. Latem 2018 roku przeszłam bardzo dużą reformę wewnętrzną dotyczącą mnie samej. Tej Juleczki w środku. W tym roku zmieniło mi się w głowie pod kontem mojego wymiaru zewnętrznego, ale także pod kontem mojego podejścia do świata, jako całej planety.

Postanowiłam spojrzeć na Ziemię z innej perspektywy. Z mniej ludzkiej, a bardziej wszechświatowej. Dużo się zmieniło, ale zmierzam do tego, że całe mnóstwo rzeczy robimy bez sensu. Np. produkujemy rzeczy, które już istnieją – po co nam ciuchy z najnowszej kolekcji, skoro można się ubrać w lumpeksie? Po co ciągle kupować nowe rzeczy, skoro na świecie jest tyle starych, które można wykorzystać? Strasznie żałuję, że kupiłam nowe meble do salonu. I ten sam żal pojawił się w związku z zakupami włóczek.

Dotknęło mnie, że tyle mam tego w szafie, a ciągle domawiam. No i mam ten sekretny karton skrywający resztki włóczek, na które wstyd mi patrzeć… A może? A może pora pozbyć się poczucia wstydu i zabrać się do pracy z tym, co mam?

Bogactwo barw i faktur

Jak tylko zaczęłam pierwszy projekt na szydełku z resztek, całe moje wnętrze jakby odżyło, a moja kreatywna dusza zaklaskała w dłonie i podskoczyła z radości! Zmienianie włóczki po przerobieniu każdego rzędu, to było fascynujące uczucie! Mnogość faktur i kolorów – wszystko mogłam dowolnie mieszać, dobierać do siebie barwy i ściegi. Gdzieś wewnątrz mnie zapaliło się ognisko, które grzało mnie z każdym kolejnym rzędem, jak ciepłe wino w zimowe wieczory.

Resztki włóczek od Was

Szybko podzieliłam się moim pomysłem na życie na Instagramie. I wiecie co? Doszłam do wniosku, że chyba każda dziewiarka ma taki karton z czymś, co kupiła pochopnie. Z czymś, co już jej się nie podoba, co było słabej jakości, co nie spełniło oczekiwań. I odważyłam się poprosić – „Wyślecie mi swoje resztki włóczek? I niechciane motki?”

Reakcja moich Obserwatorek całkowicie mnie zaskoczyła. Wkrótce zaczęłam otrzymywać paczki… z całymi motkami z etykietą, z robótkami ściągniętymi z druta, z małymi i całkiem dużymi kłębkami włóczki. Moje serce mojej kreatywnej duszy eksplodowało – tyle materiału do pracy! Ale przede wszystkim, gdzieś w środku czułam, że zdjęłam z Waszego serca mały ciężar i poczucie wstydu za swoje błędne decyzje zakupowe.

Nowe doznania

Zawsze kupowałam włóczki, które znam i które w jakiś sposób mi się podobały. Kiedy zaczęłam otrzymywać paczki z nitkami od innych osób, uderzyło mnie to, że nie miałam pojęcia o istnieniu tylu fantastycznych włóczek! Teraz mogłam z nimi pracować, podotykać je, wypróbować, mieszać kolory i to było mega super klawe w dechę! (To tekst z ulubionej bajki mojego młodszego syna. I mój ulubiony w sumie też)

Dwa duże projekty, a właściwie to trzy.

Tyle mi zajęło zrozumienie, że nie chcę tworzyć odzieży z włókien syntetycznych jak np. akryl. Te włóczki były zdecydowanie inne niż te naturalne i sztuczne. Często były nieprzyjemne, szorstkie i waliły przemysłem, że tak się wyrażę. Najgorsze jakościowo były te stare z pożółkłymi metkami, które 40 lat temu przeżywały swoje złote lata, kiedy to świat zachłysnął się plastikiem i chciał z niego produkować wszystko. Ale co mam z nimi zrobić? Nie kupuję ich, ale one już istnieją, są w moim domu, dlaczego miałabym ich nie wykorzystać? Tylko pytanie jak, skoro na ciuchy totalnie się nie nadają?

Wielki koc. Z plastiku.

Taki mam plan – zrobić na szydełku wielki koc używając tylko syntetycznych włóczek. Właściwie to bardziej dywan niż koc. Taki dywan z funkcją koca. Aktualnie włóczki mam podzielone kolorystycznie. Te skażone plastikiem wrzuciłam w osobne pudełko. Pudełko na resztki włóczek, z których powstanie mój kolorowy dywan z plastiku. To wszystko jest takie ekscytujące.

Podoba mi się to, co robię

Czuję się tak dobrze z moją decyzją! Dzierganie z resztek to obłędnie rewelacyjna sprawa! Jeśli spróbujesz – możesz się wciągnąć. Ale jeśli to znienawidzisz… Napisz do mnie maila i na pewno się dogadamy. A w szafie zrobi Ci się przyjemne miejsce na nowe (naturalne) włókna. Twoje resztki włóczek znajdą swój przyjemny kąt – u mnie!

No Comments

Post a Comment