Press enter to begin your search

Błędy sprzedawcy rękodzieła – czyli co mnie wnerwia najbardziej, kiedy próbuję kupić rękodzieło na Instagramie?

Próbujesz sprzedawać swoje rękodzieło na Instagramie, ale jakoś ludzie nie walą do Ciebie drzwiami i oknami? Powoli zaczynasz mieć wątpliwości… czy efekty Twojej pracy są aż takie beznadziejne, że nikt nie chce ich kupić? Pocieszę Cię – prawdopodobnie nie. Prawdopodobnie z Twoim rękodziełem wszystko jest ok. Po prostu niebotycznie wnerwiasz swoich klientów i dlatego od Ciebie nie kupują. Jakie są te wnerwiające błędy sprzedawcy rękodzieła?

Jak klient szuka towaru?

Najczęściej po hasztagach. I tylko nam – dziewiarkom – wydaje się, że pod siatką na szydełku hasztagi: #naszydełku #naszydelku #szydełko #kochamszydełko itp. powinny nam coś dać. Dadzą nam – serduszko pod zdjęciem od innej dziewiarki (jeśli je łaskawie kliknie, bo przecież dawanie serduszek musi być starannie wyselekcjonowane i nie każdy na takie zasługuje, prawda?). To samo dotyczy biżuterii – jeśli chcesz sprzedać kolczyki nie dajesz hasztagu: #bohokoraliki i #masaperłowa.

„Dlaczego mam tak nie robić?”

Bo osoba, która chce kupić siatkę często myśli tak: „Widziałam taką fajną siatkę u mojej sąsiadki, taka jakby z nitek. Też chcę taką! Jakby to znaleźć… Eko torba? Torba pleciona? Może… rękodzieło, ręcznie robiona torba? Torba bawełniana?”.

My się na tym znamy. Rozróżniamy torbę na szydełku, torbę na drutach, torbę plecioną, torbę tkaną. Klient nie musi mieć takiej wiedzy i najprawdopodobniej jej nie ma. Klientka szukająca odjazdowych kolczyków na wesele od polskiego producenta będzie szukać pod hasztagiem #kolczyki #slubnedodatki a nie #masaperłowa. Wszystko to sprowadza nas do tematu:

Odpowiednio dobrane ###

Hasztagi #naszydełku #szydełkowanie – są super, bo pozwalają nam nawiązywać fantastyczne znajomości, ale to nie jest hasztag, który kieruje do Ciebie klientów.

I wnerwia mnie niebotycznie jak wchodzę w #rękodzieło – bo szukam czegoś z rękodzieła, a tam zdjęcie kwiatów… Co ma piernik do wiatraka? Ano Pani ma konto z rękodziełem, ale lubi wstawiać zdjęcia kwiatków. Przecież to, że na aktualnym zdjęciu są kwiatki nie przeszkadza jej nadal promować swojego rękodzieła… Co za logika… Przecież ręcznie zrywane kwiaty to też rękodzieło… ?

Osoba wchodząca na hasztag #rękodzieło nie szuka osób, które wypoczywają w Grecji, albo zrywają kwiatki w niedzielne popołudnie… TYLKO OWOCÓW PRACY RĄK LUDZKICH, KTÓRE MOŻE KUPIĆ ONLINE!

Więc ogólnie – robiąc hasztagi trzeba myśleć. Logicznie.

Zdjęcie powinno być… ładne.

Niestety tak. Kupujemy oczami i na Instagramie też się tak zachowujemy. Wejdę w #ręcznierobione i szukam… tego co mi się podoba. Po prostu. Wszyscy powtarzają to sto razy i ja powtórzę też – zdjęcia robimy w dzień, przy oknie lub na zewnątrz, nie katujemy go milionem filtrów… Cały internet kipi tą wiedzą! Są filmy na YouTube, są konta na Instagramie, które szastają tą wiedzą za darmo! Tylko trzeba się chcieć nauczyć. Brak chęci do nauki czegokolwiek i opieranie się technologii to też są błędy sprzedawcy rękodzieła.

„Ale ja nie mam profesjonalnego aparatu!”

Po pierwsze – trudno (nikogo to nie obchodzi), po drugie – ja też nie mam. Trzeba umieć wykorzystać to, co się ma. Jeśli teraz nie umiesz ułożyć swetra do zdjęcia, jeśli nie umiesz robić zdjęcia w dzień, tylko na siłę robisz to w nocy i jeśli nie umiesz pokazać produktu na zdjęciu – to najbardziej wypasiony aparat na świecie tego nie zmieni.

Opis pod zdjęciem

No musisz coś napisać! BŁAGAM! ZAWSZE! Samo zdjęcie NIC nie znaczy. Sytuacja sprzed tygodnia: Widzę naszyjnik, który urwał mi dupę i mega już chcę mieć go na moim dekolcie. Wchodzę w zdjęcie, a tam 30 hasztagów i ani słowa. Ani słowa. I nie wiem, nie mam pojęcia czy to na sprzedaż, czy właśnie ktoś sobie taki kupił i się chwali, czy to w ogóle z Polski, czy to porcelana czy metal, czy drewno, czy inne cokolwiek. Próbuję się skapnąć po komentarzach o co chodzi, ale komentarze to same emotki.

Normalnie to już bym to rzuciła w cholerę, bo jestem wściekła, że jako klient jestem tak traktowana. Wchodzę na profil (bo jestem szaloną desperatką i bardzo mocno mi zależy, bo naszyjnik jest boski i przecież mam czasu od cholery). A w profilu wszystko po angielsku, chociaż znalazłam to w polskim rękodziele. Szukam innego zdjęcia tego naszyjnika, gdzie może coś jest na ten temat napisane. I znalazłam! Po angielsku (tylko po angielsku, bo przecież wszyscy znamy angielski i (och) jaka nasza firma profesjonalna, jaka światowa, my tylko po angielsku, my nie dla plepsu), że ceramiczny i ręczna robota. Myślałam, że eksploduję. Czy na prawdę autor myśli, że zależy mi na tyle, żeby pisać do niego w prywatnej wiadomości? Pisać do kogoś, o kim już wiem, że nie szanuje mojego czasu? Ani nie szanuje mojego zainteresowania produktem? A gdyby podobały mi się 3 naszyjniki, to o każdy z nich powinnam się pytać? To ja mam biegać za sprzedawcą?

Jak już mówiłam, ja byłam SZALENIE zdeterminowana więc napisałam do producenta za ile ten konkretny naszyjnik. Dostałam odpowiedź, że 80zł. Pytam, czy mogę zobaczyć zapięcie. Dostałam odpowiedź, że „Naszyjnik wkłada się przez głowę”. DZIĘKI WIELKIE! Bez zdjęcia, czy sznurek jest całościowy, czy ma jakiś supełek, czy jakkolwiek inaczej wiązanie jest zabezpieczone – nadal nic nie wiem. Gdybym nie była napaloną i zawziętą babą, to zrezygnowałabym już po tym, jak zobaczyłam, że nie ma opisu.

A tak zrezygnowałam dopiero teraz. A szkoda, bo naszyjnik taki piękny…

Podstawowe informacje o produkcie należą się klientowi jak psu buda.

Czego oczekuję od opisu pod zdjęciem? Wszystkiego. Chociaż nie – nie musi mnie poetycko łapać za serce. Ma mi tylko (jak się okazuje „AŻ”) mówić to, co chcę wiedzieć.

Witam! Oto mój kolejnie ręcznie wykonany naszyjnik. Samodzielnie wypalam ceramikę i maluję go barwnikami naturalnego pochodzenia. Wisiorek ma wymiary 6 na 7 cm, a długość sznureczka, na którym wisi, to 80cm z możliwością skrócenia.

Można dodać też trochę badziewia.

To kolejne moje dzieło w tym kolorze i jestem totalnie zachwycona tą serią! To jak połyskuje w Słońcu jest zachwycające. Świetnie komponuje się z klasyczną czernią dodając naturalnego akcentu nawet wieczorowej stylizacji.

Ale badziewie nie jest potrzebne. Wystarczy zaprosić do dyskusji, żeby w komentarzach mieć coś więcej niż emotki. Wiemy, że mistyczny Algorytm Instagrama cieszy się z komentarzy pod zdjęciami – im ich więcej, tym lepiej nam robi: np. chętniej nas pokazuje na głównej stronie. Na polski: częściej występuje szansa, że zobaczy nas ktoś, kto szuka tego, co my robimy.

Marzą mi się kolczyki do kompletu w tych odcieniach zieleni. Co Wy na to? Czy lepiej zabrać się za stworzenie bransoletki? Motyw liści, czy może coś innego? Mam tyle pomysłów, pomożecie?

Nie musisz podawać ceny jeśli nie chcesz. Bardzo dużo osób tego nie robi, bo boi się sprzedawać coś nie mając firmy. Fakt, zazwyczaj 5 minut po wstawieniu takiego jednego zdjęcia z ceną, zapuka Ci do drzwi Urząd Skarbowy i możesz zamykać biznes, którego nawet nie otwarłaś. A tak serio to bez działalności zarejestrowanej wolno Ci sprzedawać swoje rękodzieło, o ile Twój miesięczny przychód nie będzie większy niż połowa średniej krajowej.

Ale jak mówiłam, nie musisz podawać ceny. Wyczerpujący opis zachęci do wysłania wiadomości prywatnej przez osobę, która jest zainteresowana.

„Wstawiam 3 zdjęcia tego samego produktu, czy pod każdym zdjęciem mam wstawiać taki opis?” – NO TAK!!! Zobaczę pewnie jedno zdjęcie, jak pod nim nic nie znajdę, to nie będę szukać, bo może w tym zdjęciu coś jest napisane, może w tamtym, a może miesiąc wcześniej przy innym podobnym, no litości. Można opis zmodyfikować, ale ważne, żeby podać główne informacje. Które informacje są główne? Ano wszystkie te, które byś chciała znać, gdybyś miała to kupić sama… (chociażby wymiary, skład materiału, z czego wykonane, jak barwione itd.)

„Ale ja na Insta mam też koleżanki i one mają to samo czytać non stop?”

Nie. Jeśli masz wytwór Insta-sklep+moje-życie, to podajesz info sprzedażowe i info prywatne:

„To już ostatnie zdjęcie tego cuda. Wymiary 6x8cm, ręcznie malowany i wypalany ceramiczny liść. Sznurek 80cm z możliwością skrócenia. Po więcej info zapraszam do rozmowy na priv. *** Luuudzie! Jak mnie wszystko boli! Wyjście po 10 latach siedzenia w domu na rolki to było samobójstwo! Zabawa przednia, ale dzisiaj umieram… chyba nie wyjdę na rolki przez kolejne 10 lat. Ratunku! Jakieś sprawdzone przepisy na zakwasy? Tylko, błagam, przyjemniejsze niż „klin klinem”, co? Miejcie litość!”

Można? Można.

Bądź miła jak … najbardziej

Dzisiaj odbyłam rozmowę z osobą, która była leniwą kluchą i nie wysiliła się na opis pod zdjęciem, na którym były cudne kolczyki. Już zła, że muszę pisać, żeby czegokolwiek się dowiedzieć napisałam: „W jakiej cenie te kolczyki?”. Dostałam wyczerpującą i uprzejmą odpowiedź: „135zł”. Na co (już wkurzona na maksa) napisałam roszczeniowo: „A wymiary?”. Na co dostałam odpowiedź: „6cm długości plus bigiel”.

A przecież można było tak miło to załatwić! Ja byłam zła, że w ogóle muszę pisać, dlatego nie napisałam „Dzień dobry”, ale odpowiedź „135zł” to zdecydowanie za mało, jak na sprzedawcę. „Dzień dobry, cena tego modelu to 135zł.” – i od razu byłoby lepiej. A w ogóle: „Dzień dobry, miło mi, że jest Pani zainteresowana naszym produktem. Cena tego modelu to 135zł, czy mogłabym odpowiedzieć na jeszcze jakieś pytania? Pozdrawiam” – to już w ogóle byłoby mi wstyd, że byłam taka niemiła i na pewno miałabym kolejne pytanie np.: „Dlaczego pod zdjęciem nie ma żadnego opisu? Interesuje mnie wiele modeli, jednak ciężko na podstawie samego zdjęcia oszacować chociażby ich rozmiar, albo z jakiego materiału jest zrobiony bigiel.”. I byśmy gadały i gadały, a ja pewnie już czekałabym na przesyłkę. A tak nie kupię od tej osoby nic mimo że robi śliczną biżuterię, bo już się obraziłam. (No. Taka jestem obrażalska. Pytanie ilu jeszcze klientów takich jest?)

Tylko dla prawdziwych hardcorów.

Bo wiecie jak najczęściej się kupuje przez Instagram? Kupuje się rzeczy, które nie są nam do życia potrzebne. I kupujemy rzeczy, które moglibyśmy kupić od kogoś innego prawie identyczne. Więc co decyduje o tym, że kupimy coś od osoby A, a nie od osoby B?

Na podstawie moich doświadczeń zakupowych powiem Wam, że… Kupuję, bo kogoś lubię. Kupiłam planer od Pani Swojego Czasu, bo jest super kobietą i bardzo ją lubię. Nie potrzebuję kolejnego zeszytu do planowania, a nawet jeśli to w Biedronce znajdę jakiś fancy zeszyt za 20zł. Nie potrzebuję też chwalić się przed znajomymi, że mam planer od PSC, bo wszyscy wzruszą ramionami (takich mam znajomych, nikt nie wie kto to PSC). Kupiłam coś u niej, bo ją lubię. I tyle. I dużo takich rzeczy mam, które mam tylko dlatego, że kogoś tak bardzo lubiłam, że nabrałam ochoty coś u tej osoby kupić.

Więc jak nie dajesz się poznać, to… jesteś kolejną obcą osobą, która odbiera sobie szansę na sprzedaż swoich małych cudowności.

Błędy sprzedawcy rękodzieła

To jak pakujesz swój produkt, jaką odjechaną masz metkę, albo że dajesz bukiecik zasuszonych kwiatków do każdego zamówienia – nie jest gwarancją sukcesu. Podsumowując mój pełen emocji wykład, to moje subiektywne spojrzenie na błędy sprzedawcy rękodzieła:

  • Dawanie hasztagów z dupy, przez które klient nie może Cię znaleźć.
  • Próżne myślenie, że osoba zainteresowana powinna sama o wszystko się pytać, a Ty jako osoba sprzedająca nie musisz od siebie dawać nic prócz łaskawego zdjęcia i kilku hasztagów.
  • Nie dawanie opisu pod zdjęciem (to jest CZYSTE lenistwo i lekceważenie klienta)
  • Bycie bezosobowym robotem, który umie tylko napisać kwotę i walutę. Nawet bez uśmiechniętej emotki.
  • Skrywanie swojej osobowości – ludzie lubią kupować od osób, które lubią.

4 komentarze

  • Ola Boga

    Odpowiedz 21 sierpnia 2019 22:27

    Przeczytałam! Miałam to zrobić wczoraj, ale zapomniałam zwracasz uwagę na ważne rzeczy, zwłaszcza z tymi hashtagami. Podobnie jest chociażby z grupami rekodzielniczymi na fejsie. Można tam wrzucac zdjęcia swoich prac, ale co najwyżej inne dziewiarki poklepią nas po plecach, ale klienta raczej nie znajdziemy tam…

  • szalona_kobieta_wodnik

    Odpowiedz 22 sierpnia 2019 07:35

    Kurczę jak wiele muszę się jeszcze nauczyć. Bardzo dziękuję za tego posta. Pomimo wieku nie wszystko wiem bo zwyczajnie nie da się. Internet huczy od dobrych rad, być może, tylko aby to wiedzieć należy te rady znaleźć i czytać. Nie zawsze to robię bo nie zawsze mi się chce. Poza tym nie wszyscy są szczerzy. Biorę sobie do serca i umysłu to co napisałaś. Mój profil jest chyba z dupy wzięty przepraszam. I szukam swojej drogi. Jestem już prawie na mecie i już wiem co miałoby być na moim profilu. Jeszcze raz dzięki. Człowiek całe życie się uczy ☺ dobrze, że ma od kogo. Pozdrawiam

Post a Comment